Po sprawieniu sobie nabytku w postaci używanego samochodu marki Mercedes zaczęliśmy porządkować dokumenty. Pierwsze pytanie w urzędzie miasta dział komunikacji, jakie pani zadała dotyczyło ubezpieczenia naszego mercusia. Bez ważnej polisy OC owszem otrzymamy dowód rejestracyjny, ale urzędniczka ma obowiązek poinformować Fundusz Gwarancyjny o braku wykupionego ubezpieczenia obowiązkowego, a za to grożą odpowiednio wysokie kary. Patrząc na nasze ubezpieczenie pani w okienku nasunęła się myśl, iż coś tu jest nie tak, a po wnikliwym przyjrzeniu się polisie usłyszeliśmy radę by zaszczycić swoją obecnością pobliską agencję ubezpieczeniową. Kilka sprawnych ruchów – stare tablice wylądowały w specjalnie do tego przeznaczonej skrzyni – na blacie kontuaru leżą nowe, spokojnie opuszczamy pomieszczenie. Zaglądamy do pana prowadzącego punkt ubezpieczeniowy. Prezentujemy posiadane OC i tłumaczymy, że właściciel wpisany na blankiecie zaraz po zawarciu ubezpieczenia sprzedał autko, a my kupiliśmy je od tej osoby, której on je sprzedał. Dlatego umowa kupna-sprzedaży, w której my figurujemy nie zawiera danych pana z polisy. Jedyne, co nas łączy to numer VIN. Agent uśmiechnął się i orzekł, że to nie problem, wystarczy wypisać aneks do ubezpieczenia. Rozejrzał się po biureczku, wysunął jedną szufladę poszperał, zajrzał do szafeczki, wyciągnął teczkę i przejrzał jej zawartość. Pokręcił głową, rozłożył ręce i usłyszeliśmy, że druczki aneksów się skończyły.